Witamina K

by Moni
witamina k

Jest godzina 6 rano. Mój mały ptaszek ma szeroko otwarte oczy i czeka. Albo na zmianę pieluchy, albo na kolejną porcję mleka, albo żebym tylko się na niego spojrzała. Gdy otwieram swe oczy dostaję w nagrodę piękny, bezzębny uśmiech. To jest cudowne uczucie, ale wierzcie mi, po kilku nocnych pobudkach, jedyne czego chcę to moja witamina. Możliwe, że niejeden znawca uznałby mnie za uzależnioną mamuśkę, ale nie oszukujmy się witamina K trzyma nas przy życiu. No dobra, pomaga nam funkcjonować, inaczej powłóczymy ciężkimi nogami po świecie zwanym macierzyństwem.

I faktem jest, że kawa-o niej tu mowa oczywiście, jest naszym paliwkiem na drodze do bycia w miarę funkcjonującą matką. Bo same drogie mamy rozumiecie: „dzień bez kawy to dzień stracony”. I tym, którzy wciskają mi bawarkę pod nos, mówię nie, dziękuję, ja piję tylko szlachetne trunki.

Odkąd jestem mamą (aż cztery miesiące, wow) nauczyłam się celebrować czas w którym piję kawę. To tylko dwa takie czasy w ciągu dnia, rano i po południu, kiedy mąż jest w domu i nie muszę śpiesznie wypijać kubka duszkiem. Rano, po przebudzeniu robie coś do jedzenia i mielę kawę. Leon w tym czasie sobie grzecznie leży i czeka aż przyjdę. Lubię ten czas, bo piję ciepłą kawę a mój synek grzecznie mi się przygląda. Rano często mamy wideorozmowy z moją mamą. Ja piję ciepłą kawę a babcia zabawia wnuka. Układ idealny. Dzięki temu, nie czuję się samotnie pijącą kawę matką a Leon ma radochę z rozmów z babcią.

To jest mój czas w którym delektuję się spokojem, pomimo tego, że Leon nie śpi. A i zdarza się tak, że Leon zaśnie i mam wtedy trochę czasu na pisanie, albo cichą kontemplację z samą sobą. Oczywiście błogi stan nie trwa wiecznie, dlatego muszę działać szybko, wiadomo.

Wiecie, że dzięki Instagramowi odkryłam, że kawa lepiej smakuje w ładnym kubku, albo filiżance? Serio. Zawsze lubiłam kupować kubki, ale nigdy uwagi nie przywiązywałam do tego w czym wypiję kawę. Najbardziej lubię te ze złotymi elementami, taka ze mnie trochę sroka:) Nauczyłam się, że nawet taka niby zwykła rzecz jak wypicie kawy nie musi wyglądać bylejak. Wręcz może być bardzo pozytywnym, lekko ekskluzywnym elementem dnia.

Bo przecież żywot matki nie musi opierać się na bylejakości, prawda? Wiem, że często wymaga to samodyscypliny i chęci, ale sama po sobie widzę, że jestem inaczej nastawiona do świata po takim moim czasie z kawą, ładnie podaną oczywiście:)

Po ostatnim ciosie od gości, którzy u nas bawili, mam ochotę na kolejny sprawdzian dla moich umiejętności. Wiecie o co mi chodzi, prawda? Pięknie nakryty stół, złote sztućce, filiżanki ze złotymi uszkami, różowe kwiaty i pyszności na stole. Ach, jakie byłoby ich zdziwienie, a moja satysfakcja. Już widzę jak Zara zaciera ręce na kolejne monety wydane na dziale Home a mąż płacze w rękaw od koszuli, bo gości ugościć trzeba, a jak:)

Myślę, że kawa to nie tylko witamina dla mam, bo wiadomo, że Ola nie żyje tylko dzięki szufladianowi, bo na kawę też się skusi, na pączka się skusi i na pianki;) Jest Was tutaj więcej moje drogie. Mamy, psie mamy, mamy, które mają po kilka żywiołów na głowie. Każda z nas potrzebuje takiej witaminy, która nie tylko smakuje, ale podnosi poziom szczęśliwości.

Uściski

Moni

You may also like