Jakość czy ilość ?

by Moni
5 comments

Drzemią we mnie pozo­sta­ło­ści po przy­go­dzie z blogiem modo­wym. Kiedy tylko sięgam po laptopa, żeby napi­sać post, pierw­sze co zaczy­nam pisać o ciuchach. Ile takich elabo­ra­tów wyka­so­wa­łam tylko mój laptop wie. Ile bym dała żeby przy­wró­cić te teksty ? Dam cały słój pianek, jedno­rocz­nych ! Nie będę już kaso­wać postów, będę je po prostu pisać:) Po tym krót­kim wstę­pie zapra­szam do lektury↡

Jeszcze do niedawna byłam takim trochę swetro mania­kiem, który szukał tego co modne i ładne, nieko­niecz­nie ciepłe. Od kiedy zaczę­łam jakoś tak bardziej przy­glą­dać się swojej szafie i porząd­nie zmar­z­łam na space­rze, zrobi­łam prze­gląd swetrów. Okazało się, że nie miałam ani jednego swetra z czystej wełny, nie miałam szalika z czystej wełny ani ręka­wi­czek. Zastanawiałam się za to czemu marzną mi ręce. Było mi ciągle zimno, ale do domu przy­cho­dzi­łam potęż­nie spocona. Kiedy rozbie­ra­łam się po takim space­rze, prąd z naelek­try­zo­wa­nych ubrań i włosów mógłby oświe­tlić całe Helsinki.

Jakość, czy ilość ? Postanowiłam zain­we­sto­wać w sweter a co za tym idzie w ciepełko. Pierwszy wełniany sweter jaki kupi­łam miał duży dekolt na plecach (znowu cudo­wa­nie), pomimo tego było mi fajnie cieplutko. Owszem nieraz zdarzyło mi się zgrze­szyć na rzecz akry­lo­wego sweterka, ale tak czy siak ubie­ra­łam prawie codzien­nie mojego wełniaka. Doszło do tego, że miałam jeden sweter na krzyż i nigdy nie miałam co ubrać. To znaczy miałam, ale wybór był marny, albo leżał w koszu na pranie.

Kiedy po raz kolejny jecha­li­śmy sprze­dać worki z ubra­niami, dozna­łam olśnie­nia. A może tak zacznę po prostu kupo­wać ubra­nia dobrej jako­ści. Ciepłe, wełniane swetry, dobre baweł­niane bluzki etc. Owszem prze­czy­ta­łam kilka porad­ni­ków jak uporząd­ko­wać garde­robę i zacząć zmie­rzać w stronę slow fashion, ale same wiecie, promo­cje tak nęcą. Do tego zauwa­ży­łam, że im cieplej­sze ubra­nie tym brzyd­sze i tak co jakiś czas do mojej szafy trafiał akry­lowy grze­szek. No tak, ale co rozu­mia­łam przez okre­śle­nie brzyd­kie ubra­nie ? Zwykłe, szare, ponure i bez wyrazu.

Kolejnego olśnie­nia dozna­łam kiedy otwie­ra­jąc garde­robę wyrzu­ci­łam wszyst­kie ubra­nia, szuka­jąc czegoś co by nada­wało się do ubra­nia. Mieliśmy zapla­no­wany wyjazd i oczy­wi­ście zosta­li­śmy w domu, przeze mnie. Wtedy dotarło do mnie, że do zwykłego szarego swetra mogę ubrać bardziej wyra­zi­stą bluzkę i wszystko będzie ze sobą współ­grać. Od tamtej pory w mojej szafie panuje szarość, prze­ła­mana beżem, czer­nią i grana­tem. Zostałam wielką fanką szaro­ści i stono­wa­nych barw. W takich czuję się najle­piej. Swetry najbar­dziej podo­bają mi się w tym kolo­rze. Dlatego w tym roku do mojej swetro­wej rodziny dołą­czyły dwa szaraczki. Kaszmirowy kardi­gan i wełniany golf. Jestem zako­chana po uszy. Jest mi ciepło i w takich zwykla­kach czuję się najle­piej, mogła­bym rzec, że pięk­nie:)

Może nie uwie­rzy­cie (jasne!) ale kiedyś byłam taką różową lady. To był mój kolor bazowy. Kiedy widzia­łam różowy sweter, bez waha­nia kupo­wa­łam a potem dumnie nosi­łam. Do czasu. Pewnego razu kolega stwier­dził, że w moim nowym, różo­wym golfie wyglą­dam jak prosia­czek. Obraziłam się. Ale kiedy spoj­rza­łam na zdję­cia złapa­łam się za głowę. Serio wyglą­da­łam jak dorodny prosiak. Było mi z tym źle. Sweter odda­łam a sama cały czas chodzi­łam w szarej, dreso­wej bluzie.

To było kiedyś. Obecnie jestem bardziej świa­domą konsu­mentką. Czasami zdarzy mi się kupić coś pod wpły­wem impulsu, ale nie tak często jak kiedyś. Wyznaję zasadę, że im prościej tym lepiej i staram się jej trzy­mać. Jeśli zdarzy mi się zboczyć z dobrej drogi, cierpi na tym moje samo­po­czu­cie i port­fel.

Jak jest u Was ? Zwracacie uwagę na jakość, czy raczej nie zawra­ca­cie sobie tym głowy ?

Uściski,

Moni

You may also like