Miłość przynosi słoninę zamiast truskawek

by Moni
8 comments

Kiedy mężo­wie swoim żonom przy­no­sili pyszne truskawki, On przy­niósł mi słoninę, bo akurat truska­wek nie było w skle­pie. Poczułam się trochę tak, jak opowia­dała moja mama w latach 80. Szła do sklepu po mięso wracała z butami. I tak dosta­łam słoninę. Żeby nie było mi smutno, dosta­łam też koszy­czek malin, które zjadłam sama. To nie był odwet za truskawki, to mój brzuszny jamo­chłon, nie znający umiaru. Gdybym miała wybie­rać między złotem i diamen­tami, wybra­ła­bym słoninę od Niego.

Czy macie tak, że nawet jak jest zły dzień, kilka niedo­mó­wień, może kilka za dużo wypo­wie­dzia­nych zdań, nie zamie­ni­ły­by­ście Waszych mężów na lepsze modele ? Mój mąż piecze i gotuje, sprząta i nawet szyje na maszy­nie, jak ja za podwi­ja­nie firan nie mogę się zabrać. Jest takim Panem Domu 2.0, który ogar­nie wszystko tam, gdzie ja nie dam rady.

Nie mogę napi­sać, że mnie nie wkurza, oj wkurza, czasami dopro­wa­dza do szew­skiej pasji, serio. Bo On zawsze wie lepiej, On robi to tak a nie tak, bo mopa się trzyma inaczej. Mogłabym wymie­niać i powsta­łaby cała książka na ten temat. Ale kiedy przy­nosi mi ze sklepu maka­ro­niki, bo wie, że nigdy nie jadłam, albo figi do zdjęć, albo kokosa bo fajnie będzie wyglą­dał z kwia­tami, cała złość mi mija.

Zauważyłam, że z wiekiem mniej się dener­wuję i częściej przyj­muję wszystko z uśmie­chem. Zdarza się, że mam ochotę wystrze­lić się w kosmos, ale na krótko. Bo czym by było moje życie bez tych wszyst­kich dodat­ków do codzien­no­ści:) Wiadomo, że bierze się cały pakiet, nie tylko to co nam pasuje.

Ja sama nie jestem anio­łem. Jakie pokłady cier­pli­wo­ści drze­mią w moim mężu, tylko sam Bóg wie. Gdybym była swoim mężem, nie dała­bym rady. Mówi się, że szuka się part­nera podob­nego do swojego ojca. Ja z czystym sumie­niem mogę rzec, że znala­złam męża podob­nego do mojej mamy. Urodzeni w tym samym dniu, dwa barany, które zawsze wiedzą wszystko lepiej:)

Właściwie, bez Niego moje życie byłoby nudne. Czasami kawa pita rano okra­szona jest zabaw­nymi sytu­acjami, albo głupimi żartami, za którymi tęsk­ni­ła­bym tak bardzo. Nie mam na co narze­kać, bo prze­cież przy­nosi mi dynię zamiast kwia­tów i robi ciasto. Fakt, chowa cukierki, ale potem kiedy wiercę dziurę w brzu­chu przy­nosi je, żebym mogła zjeść wszyst­kie.

Nie ma lepszego kompana do nocnych rozmów i obga­dy­wa­nia sąsia­dów, bo znowu obudzili Leona. Nikt nie robi tak dobrego ciasta jak mój mąż, bo zawsze jest od serca. Nie ma śmiesz­niej­szego widoku jak On i Leon tańczący tango, serio:) Pokazałabym, ale nie wiem, czy chciałby żeby taśmy ‘tango w piża­mie’ ujrzały świa­tło dzienne (niech zadziała Wasza wyobraź­nia).

Uściski,

Moni

You may also like